Z rozkazu Naczelnego Dowódcy rozpoczęło się formowania czterech dywizji piechoty. Garnizony wesprą I POP stacjonujący w Egvallandzkiej części Azymutii. Dodatkowe siły zwiększą zdolność obronną i pozwolą armii WRE na utrzymanie przyczółka na wyspie. Zdaniem Naczelnego Dowództwa wysłanie dodatkowych sił ma być znakiem dla władz w Zwierzogrodzie i Los Alēksos że wszelkie próby odebrania tych ziem spotkają się z ogromnym oporem. Dodatkowo dowództwo zaznacza że na tym nie koniec.
Karl von Schwarzengrau napisał(a):[...] unieważniam wszystkie akty prawne obowiązujące na terenie Państwa Suderlandzkiego, wypowiadam wszystkie traktaty zawarte przez Państwo Suderlandzkie, a także rozwiązuję wszystkie organy władzy państwowej. [...]
W związku z powyższym i w związku z rozwiązaniem państwowości naszego dotychczasowego sprzymierzeńca (która nie jako pozostaje przynajmniej jak dla mnie sprawą otwartą ponieważ Republika Bialeńska ma otoczyć swą opieką dziedzictwo Państwa Suderlandzkiego) i nie wiem do końca czy te tereny nie trafią pod bezpośrednia protekcje Bialenii. Pytanie pozostaje zasadnicze co robimy z tym działem i z tym terytorium, tym bardziej że jedynym sensem jego egzystencji było rozmieszczanie żołnierzyków i walka z wymyślonym watażką?
Ostatnimi czasy praktycznie zamarła aktywność w samorządnych lennach i nie ma zbytnio koncepcji jak się takiemu stanowi rzeczy przeciwstawić, i chyba nie ma też ku temu środków skoro w zasadzie ostała się tylko nasza trójka plus od czasu do czasu napisze ktoś coś z zagranicy. Wpadłem na pomysł nieco ożywić naszą zubożałą narrację turystyczną i na nowo odbudować kult Folksvatera tworząc szlak Egvala, czyli szlak turystyczny wiodący przez miasta i miejsca związane z życiem Aleksandra van der Egvala, w związku z czym trzeba byłoby rozbudować jego narracyjny życiorys aby zamieścić w nim wydarzenia z którymi można byłoby powiązać konkretne miejsca i przekształcić je w muzea, którymi mogloby się opiekować państwo, jako Premier Rządu WRE chętnie wyłożę odpowiedni kwotę pieniężną aby zachęcić ludzi do udziału w tym przedsięwzięciu, a wy co na ten temat sądzicie?
W związku z przedłużającym się w nieskończoność i niepotrzebnym szczytem, przypada mi zaszczyt z woli organizatorów jak i innych zainteresowanych osób, zamknięcia obrad niniejszego szczytu. Szczyt okazał się prawdę mówiąc nie udanie, ale przynajmniej udało nam się zainicjować parę potrzebnych dyskusji i dopełnić wszystkich niezbędnych formalności takich jak wybór Sekretarza Generalnego RPN. Dziękuję wszystkim obecnym na szczycie za ich cierpliwość i zaangażowanie. Myślę, że obecny szczyt i jego kondycja skłoni pozostałych delegatów do refleksji co do przyszłości RPN, przynajmniej w obecnym kształcie.
Nie było nas dwa miesiące. Zmieniło się sporo. Wydajemy gazetę w Volkianie - to się nie zmieniło i dla całego mikroświata. Zmieniło się jednak otoczenie - Federacja Nordacka nie żyje a w jej miejsce powstał Związek Winkulii i Volkianu. W związku z nieustannymi zmianami, zmiany doszły też do NO NIE. Oto i one:
1. Mamy nowy e-mail kontaktowy redakcja@nonie.ct8.pl
2. Mamy stronę internetową nonie.ct8.pl, na której będzie można w jednym miejscu znaleźć wszystko to, co dotyczy Nieregularnika NO NIE.
W dzisiejszym numerze przemierzyliśmy ocean prawdy, aby dopłynąć do bezkresu nordackiej obłudy i kłamstwa. Wyliczyliśmy, że właściwie wszystkie artykuły w mniejszym lub większym stopniu dotyczą Nordaty i tego dziwnego mega kontynentu. Nie ma ani słowa o Sarmacji, Dreamlandzie. Znajdzie się coś o Bialenii. W każdym razie - jeden z najmniej interesujących wydań, który powstał w największych męczarniach, jakich nawet nie było za learveńskiej okupacji. W każdym razie:
1. Czy świat oszalał? Bialeńskie folwarki nienawiści;
2. Sport zdycha nam na naszych oczach;
3. Pierdoły marudzo na temat ZWiV oraz Nordaty (nic ciekawego);
4. Andrzej Swarzewski debiutuje w prasie dla wybranych (w następnym numerze będą jego nudesy!) i pisze o mikroświecie w ruinie;
5. Henryk Wespucci sprzedaje miejsce reklamowe w NO NIE (bez lipy)!
Jak to mawia klasyk - czytajcie, komentujcie i wpłacajcie reny/liberty/kartki na konta Henryka Wespucciego. Przyjmę też w kopertach, naturze, zbliżeniowo! Co tylko macie!
Jako, że misją naszego ośrodka uniwersyteckiego jest przede wszystkim stworzenie przestrzeni do toczenia debat i rozmów, których zasadniczym celem jest podniesienie poziomu nauki w mikroświecie, jak i podniesienie poziomu Mikronacji wogóle i lepsze ich dostosowanie do współczesnych, dynamicznie zmieniających się realiów, postanowiłem przedstawić szerokiej publiczności autotematyczną, może nieco naiwną dyskusje realizowaną pod szyldem naszej uczelni, czyli jak uwolnić potencjał mikroświatowej oświaty? Czy obecny system uniwersytecki oparty na kalkowaniu znanego nam ze świata realnego system nauczania i na stosowanej w nim metodologii ma w naszych warunkach sens? W moim odczuciu nie, a jest wręcz szkodliwy ponieważ przyznawanie tytułu magistra czy doktora nie niosącego za sobą jakiejkolwiek merytorycznej wartości przez osoby nie mające nic wspólnego z nauczniem uniwersyteckim (łącznie ze mną!), czyni tą zabawę niepoważną i przyczynia się do tego, iż idea szkolnictwa jakiegokolwiek szczebla w mikroświecie przyjmuje charakter pustej fanaberii o marginalnym dla danego państwa znaczeniu. Ku pocieszeniu należy zauważyć, iż dzięki ciężkiej pracy i zaangażowaniu JE prof. Swarzewskiego idea uniwersytecka nabrała wymiaru międzynarodowego i powoli, ale jednak konsekwentnie prestiż szkolnictwa wyższego jest podnoszony, przez inicjatywy takie jak Liga Bluszczowa, rozwój zainicjowanego przez niego systemu myśli mikrofiliozoficznej i serii wykładów jej poświeconych oraz debaty uniwersyteckie. Jakkolwiek słuszna wydaje mi się ścieżka zmierzająca do ukierunkowania dzialności uniwersyteckiej w stronę dzialności naukowej i publicystycznej, kosztem działalności dydaktycznej rozumianej w sposób tradycyjny, o tyle jednak wciąż uważam że nie osiągnęliśmy maksimum wykorzystania potencjału drzemiącego w idei mikroświatowego szkolnictwa.
Nim jednak głębiej przyjrzymy się samej problematyce systemu oświaty, warto zastanowić się nad tym jakie korzyści przyniesie państwom polskiego Mikroświata dobrze rozwinięty i staranie zorganizowany system szkolnictwa wyższego, powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na aspekt honorowy z jakimś się wiąże dzialność uniwersytecka i naukowa oraz zestawić go z honorami wiążącymi się z posiadaniem tytułu arystokratycznego czy szlacheckiego. W realnych państwach o ustroju republikańskim posiadanie tytułu Doktora bądź też Profesora jest poważnym argumentem legitymizujacym dążenie danej jednostki do władzy i potwierdzającym jej kompetencje do sprawowania funkcji głowy państwa czy szefa rządu. Podobnie do pewnego momentu w państwach o ustroju monarchistycznym posiadanie tytułu arystokratycznego lub przynajmniej szlacheckiego było w zasadzie jedyną drogą do otrzymania urzędu państwowego. Nie sposób nie zauważyć, iż tytulatura szlachecka czy arystokratyczna w mikronacjach jest zdecydowanie bardziej popularna i niesie za sobą ogromne możliwości narracyjne związane z odtwarzaniem obyczajów europejskich elit z czasów wczesnej Nowożytności bądź też średniowiecza, czego nie można powiedzieć o współczesnym wykorzystaniu narracji związanej z posiadaniem tytułu naukowego bądź też bycia studentem krajowej czy zagranicznej uczelni.
Zdaje sobie sprawę z tego, że przyrównywanie tytułów naukowych do tytulatury arystokratycznej i szlacheckiej przez niektórych może zostać odebrane, za całkowicie niesłuszne i w jakiś sposób godzące w idee uniwersyteckie, niemniej jednak jako mikronauci, czyli obywatele państw wirtualnych oraz ich przywódcy powinniśmy skupić się na praktycznym i skutecznym wykorzystaniu szkół wyższych i polityki przyznawania przez nich tytułów naukowych do napędzania aktywności i stworzenia niszy w której dzialność mogłoby zaangażować się zdecydowanie więcej osób.
W tym miejscu pozwolę sobie zasugerować następujące propozycje podniesienia poziomu wykorzystania potencjału mikronacyjnych uczelni. Zasadniczo mam tylko jeden konkretny postulat, czyli podkoloryzowanie fabularne działalności uniwersyteckiej i zerwanie ze sztywnym programem edukacyjnym — studenci nie musieliby zdawać egzaminów lub w ekspresowym tępię tworzyć prac doktorskich, a zamiast tego porostu zapisywaliby się na studia i uczestniczyli w fabularnych uroczystościach i imprezach studenckich, zrzeszaliby się w związki i stowarzyszenia o charakterze mniej lub bardziej politycznym i kierowali działaniami narracyjnych studentów, po upływie jakiegoś czasu otrzymywałoby się dyplom ukończenia studiów (jak mi się zdaje, tu jednak należałoby jeszcze raz przemyśleć kwestie tytułów, ponieważ nawet przy najlepiej skonstruowanym systemie weryfikacji osiągnięć danego studenta, dyplom magistra nie niosłby za sobą niczego co można byłoby wykorzystać fabularnie). Tytuły wyższego szczebla powinny być oparte w powszechnej akceptacji społecznej i powinny być wyznacznikiem pewnych rzetelnych umiejętności w organizowaniu fabularnego życia naukowego, może nawet obywatele powinni mieć prawo pozbawić lub nie uznawać profesury danej osoby za brak obycia, czy też poszanowania dla innych. Państwo powinno zbudować także politykę wobec uczelni w taki sposób aby również osoby i instytucje prywatne obieły częściowo swym mecenatem dzialność uniwersytetów, mogłaby następować np. wymiana fabularnych badań o raportów na potrzeby narracji gospodarczej, lub też sam mecenat mógłby podnosić sam w sobie niejako prestiż danego dworu arystokratycznego.
Jest to w zasadzie wszystko, co chciałem na tą chwilę państwu zaprezentować, mam nadzieję że temat ten nie został przeze mnie wyczerpany i że jest to temat dostaecznie dobry do głębszej polemiki, do czego w szczególności zachęcam, jeżeli widzą Państwo powody do tego aby się zgodzić bądź też nie zgodzić się z moją argumentacją, lub też dodać jakieś rozwiązanie od siebie. Dziękuję za wytrwanie do końca tej wypowiedzi, mającej raczej charakter publicystyczny niż naukowy.