28 Dec 2019, 02:22:18
Odc. 2
"W głąb ciemności"
- Kurtz był najlepszym oficerem jakiego wydała nasza armia, ambitny, doskonały strateg i dowódca - kontynuował York
- jaki to ma związek ze mną? - zapytał Wilard - co mam zrobić? - zapytał ponownie Wilard
- otóż widzi Pan Kapitanie - wtrącił Johnson - jego metody uległy..... wypaczeniu
- wypaczeniu? - zapytał zdziwiony Wilard
- zadaniem pułkownika było rozpracować siatkę szpiegów wroga. Tymczasem zabił on naszych agentów i zbiegł do dżungli - odpowiedział Johnson - ma pod komendą niewielki oddział żołnierzy, ci chłopcy wykonują wszystkie jego absurdalne rozkazy - kontynuował
- waszym zadaniem jest znaleźć pułkownika Waltera Kurtza i go odsunąć - wtrącił York
- odsunąć czy usunąć? -zapytał Wilard
- Jak pan widzi, Willard, na tej wojnie ludzie tracą rozeznanie. Tutaj moralność, ideały, żołnierska powinność..... ale tam, w dziczy, niełatwo oprzeć się pokusie bycia.... Bogiem. Nad Kurtzem już nikt nie panuję.
................................................................................................
Początkowo myślałem, że dali mi niewłaściwe akta. Niemożliwe, by chcieli sprzątnąć kogoś takiego. Trzecie pokolenie absolwentów akademii w Kanugardzie. Athos, jednostki desantowe, z tysiąc odznaczeń. I tak dalej, i tak dalej. Jego kariera w wojsku rozwijała się dynamicznie. Najlepsze stopnie i wyniki, perła naszej armii. Chcieli zrobić go generałem. Po służbie w Athos wszystko się zmieniło, mając 35 lat złożył wniosek o przeniesienie do sił specialnych. Oczywiście dowództwo odrzuciło jego wniosek jednak gdy zagroził że odejdzie szybko dali mu pozwolenie. Moją misja było płynąć w górę rzeki Niang aż za most Ugati, odnaleźć Kurtz i zabić. Jedyny problem w tym, że nie byłem sam. Załoga składała się prawie z samych dzieciaków. Rockandrollowców jedną nogą w grobie. Mechanik – mówili mu „Le Chef” – pochodził z Hilton. Był zbyt spięty jak na Navis. Pewnie i jak na Hilton. Lance od dziobowych pięćdziesiątek był słynnym surferem z Kanugardu. Aż trudno uwierzyć, że w ogóle w życiu strzelał. Czyścioch, Pan Czyścioch, z Nowej Hirshbergii. Tutejsze światło i przestrzeń kompletnie zakręciły mu w głowie. I wreszcie Phillips, Wódz. Misja może i była moja, ale łódź należała do Wodza
- jaki jest cel naszej podróży? - zapytał Phillips kierując łodzią
Wilard wstał i niepewnym krokiem podszedł do czarnoskórego mężczyzny stojącego za sterami
- mogę tylko powiedzieć że kierujemy się w górę rzeki Niang, gdzieś za most Ugati - odpowiedział Wilard wskazując trasę na mapie
- Niang? Do rzeki można wpłynąć tylko w dwóch miejscach, tutaj - Phillips pokazuję palcem - i tutaj... problem w tym że oba punkty kontrolują wojska Navis
- to już nie jest wasze zmartwienie - odpowiedział stanowczo Wilard i wrócił na swoje miejsce.
Na razie znajdowali się na wodach przybrzeżnych wyspy Navis. Podróż do delty Niang zajęła im kilka godzin. Załoga w tym czasie wykonywała rutynowe czynności, grali w karty, śpiewali i śmiali się. Tylko Wilard zachował powagę analizując akta sprawy.
- co to było?! - zerwał się na równe nogi Czyścioch - słyszycie to?
- to bombowce - odpowiedział szybko Phillips
- kurwa - krzyknął Le Chef - one zawsze zwiastują jakieś kłopoty.
Z oddali było widać jak bombowce zrzucają napalm na dżunglę przy brzegu. Nagle nad ich głowami przeleciała grupka helikopterów. Zaskoczona załoga upadła na pokład. Po chwili Wilard wstał i powiedział
- Panowie, to nasza eskorta do delty Niang. Za nim wstali wszyscy.
To była Kawaleria Powietrzna. Pierwszy szwadron z Dziewiątego Regimentu. Nasza eskorta do delty Niang. Mieli na nas czekać ze 30 km. dalej. Cóż, chłopaki nie umieli siedzieć na miejscu...
"W głąb ciemności"
- Kurtz był najlepszym oficerem jakiego wydała nasza armia, ambitny, doskonały strateg i dowódca - kontynuował York
- jaki to ma związek ze mną? - zapytał Wilard - co mam zrobić? - zapytał ponownie Wilard
- otóż widzi Pan Kapitanie - wtrącił Johnson - jego metody uległy..... wypaczeniu
- wypaczeniu? - zapytał zdziwiony Wilard
- zadaniem pułkownika było rozpracować siatkę szpiegów wroga. Tymczasem zabił on naszych agentów i zbiegł do dżungli - odpowiedział Johnson - ma pod komendą niewielki oddział żołnierzy, ci chłopcy wykonują wszystkie jego absurdalne rozkazy - kontynuował
- waszym zadaniem jest znaleźć pułkownika Waltera Kurtza i go odsunąć - wtrącił York
- odsunąć czy usunąć? -zapytał Wilard
- Jak pan widzi, Willard, na tej wojnie ludzie tracą rozeznanie. Tutaj moralność, ideały, żołnierska powinność..... ale tam, w dziczy, niełatwo oprzeć się pokusie bycia.... Bogiem. Nad Kurtzem już nikt nie panuję.
................................................................................................
Początkowo myślałem, że dali mi niewłaściwe akta. Niemożliwe, by chcieli sprzątnąć kogoś takiego. Trzecie pokolenie absolwentów akademii w Kanugardzie. Athos, jednostki desantowe, z tysiąc odznaczeń. I tak dalej, i tak dalej. Jego kariera w wojsku rozwijała się dynamicznie. Najlepsze stopnie i wyniki, perła naszej armii. Chcieli zrobić go generałem. Po służbie w Athos wszystko się zmieniło, mając 35 lat złożył wniosek o przeniesienie do sił specialnych. Oczywiście dowództwo odrzuciło jego wniosek jednak gdy zagroził że odejdzie szybko dali mu pozwolenie. Moją misja było płynąć w górę rzeki Niang aż za most Ugati, odnaleźć Kurtz i zabić. Jedyny problem w tym, że nie byłem sam. Załoga składała się prawie z samych dzieciaków. Rockandrollowców jedną nogą w grobie. Mechanik – mówili mu „Le Chef” – pochodził z Hilton. Był zbyt spięty jak na Navis. Pewnie i jak na Hilton. Lance od dziobowych pięćdziesiątek był słynnym surferem z Kanugardu. Aż trudno uwierzyć, że w ogóle w życiu strzelał. Czyścioch, Pan Czyścioch, z Nowej Hirshbergii. Tutejsze światło i przestrzeń kompletnie zakręciły mu w głowie. I wreszcie Phillips, Wódz. Misja może i była moja, ale łódź należała do Wodza
- jaki jest cel naszej podróży? - zapytał Phillips kierując łodzią
Wilard wstał i niepewnym krokiem podszedł do czarnoskórego mężczyzny stojącego za sterami
- mogę tylko powiedzieć że kierujemy się w górę rzeki Niang, gdzieś za most Ugati - odpowiedział Wilard wskazując trasę na mapie
- Niang? Do rzeki można wpłynąć tylko w dwóch miejscach, tutaj - Phillips pokazuję palcem - i tutaj... problem w tym że oba punkty kontrolują wojska Navis
- to już nie jest wasze zmartwienie - odpowiedział stanowczo Wilard i wrócił na swoje miejsce.
Na razie znajdowali się na wodach przybrzeżnych wyspy Navis. Podróż do delty Niang zajęła im kilka godzin. Załoga w tym czasie wykonywała rutynowe czynności, grali w karty, śpiewali i śmiali się. Tylko Wilard zachował powagę analizując akta sprawy.
- co to było?! - zerwał się na równe nogi Czyścioch - słyszycie to?
- to bombowce - odpowiedział szybko Phillips
- kurwa - krzyknął Le Chef - one zawsze zwiastują jakieś kłopoty.
Z oddali było widać jak bombowce zrzucają napalm na dżunglę przy brzegu. Nagle nad ich głowami przeleciała grupka helikopterów. Zaskoczona załoga upadła na pokład. Po chwili Wilard wstał i powiedział
- Panowie, to nasza eskorta do delty Niang. Za nim wstali wszyscy.
To była Kawaleria Powietrzna. Pierwszy szwadron z Dziewiątego Regimentu. Nasza eskorta do delty Niang. Mieli na nas czekać ze 30 km. dalej. Cóż, chłopaki nie umieli siedzieć na miejscu...

