28 Dec 2019, 16:51:34
Odc. 3
"W głąb ciemności cz. 2"
- musimy szybko dotrzeć na brzeg - krzyknął Wilard do Wodza
- nie ma sprawy - odpowiedział szyderczo - o ile nie odstrzelą na łbów, wciąż jest tam gorąco - dodał
Chłopcy z Dziewiątego Regimentu właśnie kończyli to co zaczęli kilka godzin temu. Na plażę przetransportowane zostały ostanie czołgi i barki z żołnierzami. Sytuacja była napięta lecz pod kontrolą, wrogie wojska wycofały się do dżungli i tam szykowali kontratak.
Phillips posłusznie zbliżył się do brzegu i po chwili wszyscy wyskoczyli na piach. Na plaży trwało poruszenie, żołnierze biegali, chowali się i strzelali. Niedaleko znajdowała się mała wioska rybacka, Wilard gestem ręki wskazał że muszą udać się tam. Po kilku minutach znaleźli się przy dużym domku, obok niego stał żołnierz wyglądający na szeregowego
- hej żołnierzu! - krzyknął Wilard - gdzie dowódca? - zapytał
Szeregowy szybko zasalutował, jakby był zaskoczony obecnością kapitana Wilarda
- zaraz będzie na ziemi - żołnierz odpowiedział wskazując na helikopter który podchodził do lądowania.
Wilard i reszta załogi szybko podbiegła do miejsca lądowania. Gdy helikopter był już na ziemi wyszedł z niego wysoki mężczyzna z kapeluszem i żółtą apaszką, był to podpułkownik William Kilgore zwany "Billim"
- Jimi! Gdzie jesteś do cholery Jimi? - krzyknął Kilgore - zbombardować mi ten las na 100 jardów w głąb. Muszę mieć czym oddychać! - dodał twardym głosem.
Operator radiostacji wykonał jego polecenie i zakomunikował że samoloty będą za dwie minuty. W tym czasie Wilard podszedł to Williama
- Podpułkowniku, jestem kapitan Wilard z wywiadu, mam mis..... - zaczął Wilard lecz Kilgore przerwał mu w ostatniej chwili
- nie teraz kapitanie, najpierw muszę posprzątać tutaj - szybko odpowiedział i ruszył przed siebie - dawajcie karty! Szybko! - rzucił do swojego adiutanta.
Kilgore wolno przechodził obok ciał Navisowskich żołnierzy i rzucał na nich losowe karty
- zobaczmy co my tu mamy...dwójka pik, trójka pik.... czwórka karo. Szóstka trefl. Ósemka pik. Żaden z nich nie jest wart nawet waleta... - mówił cicho do siebie
- co on robi? - zapytał Czyścioch
- oznacza czyja była to robota - odpowiedział Wilard.
Benjamin wyjął z kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust. Obok nich dwóch żołnierzy kopało rannego wroga. Kilgore zdenerwowany podbiegł do nich i odepchnął żołnierzy
- co wy do cholery robicie?! - zapytał zdenerwowany
- to ranny jeniec sir - odpowiedział żołnierz po lewej - chcę pić - dodał
- niech piję z kałuży śmiec - wtrącił się stojący po prawej szeregowy
Kilgore już chciał go uderzyć lecz ten zrobił szybki odskok w tył
- każdemu, kto ma dość odwagi, żeby walczyć z flakami na wierzchu dam własną manierkę - rzucił do nich i podał rannemu wody
Nagle nad ich głowami przeleciały dwa odrzutowce F-16 Fighting Falcon. Zaskoczony Wilard i reszta załogi upadł na ziemię, tylko Kilgore stał prosto. Samoloty przeleciały nad dżunglą i zrzuciły ładunek z nalaplem, gdy spadł on na ziemię momentalnie cała dżungla stanęła w ogniu. Kilgore przyklęknąl obok Lancego
- czujesz to? - zapytał skulonego Lancego
- co sir? - odpowiedział zaskoczony i pełen strachu szeregowy
- to napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze w Athos przez dwadzieścia godzin. Kiedy było po wszystkim, nie znaleźliśmy tam ani jednego trupa, nawet skrawka żywej duszy. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało.... zwycięstwem.... ta wojna kiedyś się skończy, już niedługo - rzucił do Lancego i pomógł mu wstać - macie do mnie jakąś sprawę kapitanie? - zwrócił się do Wilarda
- tak... musimy wpłynąć do rzeki Niang - zaczął Wilard - jednak jest to możliwe tylko w dwóch miejscach - kontynuował wskazując punkty na mapie
- nic z tego - szybko odpowiedział William - oba miejsca kontrolują wojska Navis, są silnie okopani.... wpłyniecie tutaj, niedaleko jest wpływ do rzeki
- ale woda jest zbyt płytka, nie damy rady - zaprotestował Wódz
- o to się nie martwcie przyjacielu, weźmiemy ta waszą łódkę na hak i przeniesiemy nad płycizną - odpowiedział Kilgore klepiąc Wodza po ramieniu.
"W głąb ciemności cz. 2"
- musimy szybko dotrzeć na brzeg - krzyknął Wilard do Wodza
- nie ma sprawy - odpowiedział szyderczo - o ile nie odstrzelą na łbów, wciąż jest tam gorąco - dodał
Chłopcy z Dziewiątego Regimentu właśnie kończyli to co zaczęli kilka godzin temu. Na plażę przetransportowane zostały ostanie czołgi i barki z żołnierzami. Sytuacja była napięta lecz pod kontrolą, wrogie wojska wycofały się do dżungli i tam szykowali kontratak.
Phillips posłusznie zbliżył się do brzegu i po chwili wszyscy wyskoczyli na piach. Na plaży trwało poruszenie, żołnierze biegali, chowali się i strzelali. Niedaleko znajdowała się mała wioska rybacka, Wilard gestem ręki wskazał że muszą udać się tam. Po kilku minutach znaleźli się przy dużym domku, obok niego stał żołnierz wyglądający na szeregowego
- hej żołnierzu! - krzyknął Wilard - gdzie dowódca? - zapytał
Szeregowy szybko zasalutował, jakby był zaskoczony obecnością kapitana Wilarda
- zaraz będzie na ziemi - żołnierz odpowiedział wskazując na helikopter który podchodził do lądowania.
Wilard i reszta załogi szybko podbiegła do miejsca lądowania. Gdy helikopter był już na ziemi wyszedł z niego wysoki mężczyzna z kapeluszem i żółtą apaszką, był to podpułkownik William Kilgore zwany "Billim"
- Jimi! Gdzie jesteś do cholery Jimi? - krzyknął Kilgore - zbombardować mi ten las na 100 jardów w głąb. Muszę mieć czym oddychać! - dodał twardym głosem.
Operator radiostacji wykonał jego polecenie i zakomunikował że samoloty będą za dwie minuty. W tym czasie Wilard podszedł to Williama
- Podpułkowniku, jestem kapitan Wilard z wywiadu, mam mis..... - zaczął Wilard lecz Kilgore przerwał mu w ostatniej chwili
- nie teraz kapitanie, najpierw muszę posprzątać tutaj - szybko odpowiedział i ruszył przed siebie - dawajcie karty! Szybko! - rzucił do swojego adiutanta.
Kilgore wolno przechodził obok ciał Navisowskich żołnierzy i rzucał na nich losowe karty
- zobaczmy co my tu mamy...dwójka pik, trójka pik.... czwórka karo. Szóstka trefl. Ósemka pik. Żaden z nich nie jest wart nawet waleta... - mówił cicho do siebie
- co on robi? - zapytał Czyścioch
- oznacza czyja była to robota - odpowiedział Wilard.
Benjamin wyjął z kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust. Obok nich dwóch żołnierzy kopało rannego wroga. Kilgore zdenerwowany podbiegł do nich i odepchnął żołnierzy
- co wy do cholery robicie?! - zapytał zdenerwowany
- to ranny jeniec sir - odpowiedział żołnierz po lewej - chcę pić - dodał
- niech piję z kałuży śmiec - wtrącił się stojący po prawej szeregowy
Kilgore już chciał go uderzyć lecz ten zrobił szybki odskok w tył
- każdemu, kto ma dość odwagi, żeby walczyć z flakami na wierzchu dam własną manierkę - rzucił do nich i podał rannemu wody
Nagle nad ich głowami przeleciały dwa odrzutowce F-16 Fighting Falcon. Zaskoczony Wilard i reszta załogi upadł na ziemię, tylko Kilgore stał prosto. Samoloty przeleciały nad dżunglą i zrzuciły ładunek z nalaplem, gdy spadł on na ziemię momentalnie cała dżungla stanęła w ogniu. Kilgore przyklęknąl obok Lancego
- czujesz to? - zapytał skulonego Lancego
- co sir? - odpowiedział zaskoczony i pełen strachu szeregowy
- to napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze w Athos przez dwadzieścia godzin. Kiedy było po wszystkim, nie znaleźliśmy tam ani jednego trupa, nawet skrawka żywej duszy. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało.... zwycięstwem.... ta wojna kiedyś się skończy, już niedługo - rzucił do Lancego i pomógł mu wstać - macie do mnie jakąś sprawę kapitanie? - zwrócił się do Wilarda
- tak... musimy wpłynąć do rzeki Niang - zaczął Wilard - jednak jest to możliwe tylko w dwóch miejscach - kontynuował wskazując punkty na mapie
- nic z tego - szybko odpowiedział William - oba miejsca kontrolują wojska Navis, są silnie okopani.... wpłyniecie tutaj, niedaleko jest wpływ do rzeki
- ale woda jest zbyt płytka, nie damy rady - zaprotestował Wódz
- o to się nie martwcie przyjacielu, weźmiemy ta waszą łódkę na hak i przeniesiemy nad płycizną - odpowiedział Kilgore klepiąc Wodza po ramieniu.

