28 Dec 2019, 22:46:12
Odc. 4
"Jądro ciemności"
Kilgore zapewnił nas że łódź przetransportuję jutro. Teraz chciał dać swoim ludziom odpocząć po wygranej potyczce. Zorganizował imprezę dla wszystkich swoich żołnierzy. Kilgore umiał się ustawić. Przyleciały piwo i steki. Pewnie nie był złym oficerem. Kochał swych chłopców, a oni czuli się przy nim bezpieczni. Otaczała go szczególna aura. Czuło się, że przejdzie przez tą wojnę nawet nie draśnięty. Siedział tak między swoimi podwładnymi pijąc piwo co i raz śmiejąc się lub gawedząc. Rankiem łódź była już na głębokich wodach więc mogliśmy ruszyć dalej.
- kiedyś miałem podobną misję - przerwał ciszę Phillips - trzeba było doprowadzić jednego żandarma do mostu Ugati - kontynuował patrząc się przed siebie
- i co się z nim stało? - zapytał zaciekawiony Wilard
- podobno strzelił sobie w łeb - szybko odpowiedział Wódz
Wilard nie wiedział co powiedzieć. Nadal czytał akta sprawy.
Kurtz w liście do żony napisał że zabił podwójnych agentów. Według raportów działalność wroga w tamtym rejonie zmalała praktycznie do zera. Można rzec "strzał w dziesiątkę" cholera..... oskarżać faceta o morderstwo, tutaj? To jak wlepiać mandaty za przekroczenie prędkości na wyścigach Formuła Micronation. Bałem się, im bardziej w górę rzeki, tym bardziej chciałem tego spotkania.
Nagle na horyzoncie pokazała się mała łódka. Na jej pokładzie znajdowało się paru cywilów. Wódz włączył syreny i kazał Lancemu iść do pięćdziesiątki.
- tutaj łódź patrolować MWE proszę się zatrzymać! - krzyknął Wódz przez megafon
- Wodzu, nie mamy obowiązku zatrzymywania tej łodzi - zaprotestował Wilard - płyniemy dalej
- dostałem rozkazy aby każda łódź na tej rzece była przeszukana - krzyknął Wódz
- moja misja jest ważniejsza - odpowiedział stanowczo Wilard - proszę płynąć dalej!
- łódź jest moja! - warknął Phillips - na stanowisko kapitanie
Po chwili łódź była obok nich. Załoga składała się z dwóch kobiet i chłopca w wieku 12 - 13 lat. Byli przerażeni, jedyne co przewozili to żywność.
- Le Chef! Sprawdź łódź - wydał rozkaz Phillips
- ale tam nic nie ma! - zaprotestował mechanik
- wskakuj tam i sprawdzaj - krzyknął Wódz - hej wy! Wszyscy na bok! Czyścioch patrz na nich.
Zdenerwowany Le Chef wskoczył do łodzi i zaczął wszystko przeszukiwać.
- nic tu nie ma! - krzyknął przewalając na wszystkie strony skrzynki. Gdy chciał otworzyć małą beczkę młoda kobieta szybko rzuciła się w jego stronę. Zaskoczony Czyścioch wystrzelił serię z karabinu i zabił wszystkich.
- kurwa - krzyknął skulony Le Chef - co to było do cholery?
- wszystko dobrze? - zapytał Wódz - Lancy? Czyścioch? Le Chef? - sprawdzał po kolei
- wiesz co tam było? Wiesz co tam kurwa było?! - krzyknął Le Chef otwierając beczkę - jebany szczeniak - dodał pokazując małego białego pieska.
- Wodzu! - krzyknął Lancy - ta jedna jeszcze żyję!
- Le Chef proszę z łaski swojej odłóż tego psa i daj tutaj tą małą, trzeba ją do lekarza - powiedział Phillips
- nie będzie żadnego lekarza - powiedział spokojnie Wilard.
Jak gdyby nigdy nic podszedł do burty i zastrzelił ranną kobietę. Wszyscy wpadli w osłupienie.
- mówiłem żeby nie sprawdzać tej łodzi - powiedział cicho i wrócił na swoje miejsce.
"Jądro ciemności"
Kilgore zapewnił nas że łódź przetransportuję jutro. Teraz chciał dać swoim ludziom odpocząć po wygranej potyczce. Zorganizował imprezę dla wszystkich swoich żołnierzy. Kilgore umiał się ustawić. Przyleciały piwo i steki. Pewnie nie był złym oficerem. Kochał swych chłopców, a oni czuli się przy nim bezpieczni. Otaczała go szczególna aura. Czuło się, że przejdzie przez tą wojnę nawet nie draśnięty. Siedział tak między swoimi podwładnymi pijąc piwo co i raz śmiejąc się lub gawedząc. Rankiem łódź była już na głębokich wodach więc mogliśmy ruszyć dalej.
- kiedyś miałem podobną misję - przerwał ciszę Phillips - trzeba było doprowadzić jednego żandarma do mostu Ugati - kontynuował patrząc się przed siebie
- i co się z nim stało? - zapytał zaciekawiony Wilard
- podobno strzelił sobie w łeb - szybko odpowiedział Wódz
Wilard nie wiedział co powiedzieć. Nadal czytał akta sprawy.
Kurtz w liście do żony napisał że zabił podwójnych agentów. Według raportów działalność wroga w tamtym rejonie zmalała praktycznie do zera. Można rzec "strzał w dziesiątkę" cholera..... oskarżać faceta o morderstwo, tutaj? To jak wlepiać mandaty za przekroczenie prędkości na wyścigach Formuła Micronation. Bałem się, im bardziej w górę rzeki, tym bardziej chciałem tego spotkania.
Nagle na horyzoncie pokazała się mała łódka. Na jej pokładzie znajdowało się paru cywilów. Wódz włączył syreny i kazał Lancemu iść do pięćdziesiątki.
- tutaj łódź patrolować MWE proszę się zatrzymać! - krzyknął Wódz przez megafon
- Wodzu, nie mamy obowiązku zatrzymywania tej łodzi - zaprotestował Wilard - płyniemy dalej
- dostałem rozkazy aby każda łódź na tej rzece była przeszukana - krzyknął Wódz
- moja misja jest ważniejsza - odpowiedział stanowczo Wilard - proszę płynąć dalej!
- łódź jest moja! - warknął Phillips - na stanowisko kapitanie
Po chwili łódź była obok nich. Załoga składała się z dwóch kobiet i chłopca w wieku 12 - 13 lat. Byli przerażeni, jedyne co przewozili to żywność.
- Le Chef! Sprawdź łódź - wydał rozkaz Phillips
- ale tam nic nie ma! - zaprotestował mechanik
- wskakuj tam i sprawdzaj - krzyknął Wódz - hej wy! Wszyscy na bok! Czyścioch patrz na nich.
Zdenerwowany Le Chef wskoczył do łodzi i zaczął wszystko przeszukiwać.
- nic tu nie ma! - krzyknął przewalając na wszystkie strony skrzynki. Gdy chciał otworzyć małą beczkę młoda kobieta szybko rzuciła się w jego stronę. Zaskoczony Czyścioch wystrzelił serię z karabinu i zabił wszystkich.
- kurwa - krzyknął skulony Le Chef - co to było do cholery?
- wszystko dobrze? - zapytał Wódz - Lancy? Czyścioch? Le Chef? - sprawdzał po kolei
- wiesz co tam było? Wiesz co tam kurwa było?! - krzyknął Le Chef otwierając beczkę - jebany szczeniak - dodał pokazując małego białego pieska.
- Wodzu! - krzyknął Lancy - ta jedna jeszcze żyję!
- Le Chef proszę z łaski swojej odłóż tego psa i daj tutaj tą małą, trzeba ją do lekarza - powiedział Phillips
- nie będzie żadnego lekarza - powiedział spokojnie Wilard.
Jak gdyby nigdy nic podszedł do burty i zastrzelił ranną kobietę. Wszyscy wpadli w osłupienie.
- mówiłem żeby nie sprawdzać tej łodzi - powiedział cicho i wrócił na swoje miejsce.

