20 Feb 2020, 16:59:05
Była godzina 15. Nad kamieniołomem w okolicy miasta Manowce świeciło słońce. Prażyło dość mocno. Musiałem z tego wszystkiego założyć czapkę bo bym nie wyrobił. W hotelu szybko się rozpakowałem, odziałem w strój roboczy i udałem się na dół do recepcji aby zapytać się jak mogę się dostać do mojego nowego miejsca pracy. Kobitka, około 60tki powiedziała mi, że najlepiej będzie pojechać busikiem za 2 jordy. Idąc za jej radą szybko pobiegłem na przystanek i zapakowałem się do małego, rozklekotanego autobusiku. Po jakichś 3 minutach rozgrzewania silnika kierowca warknął coś pod nosem i ruszył w kierunku kamieniołomu. Jadąc już żegnałem się ze światem bo bałem się, że to autko zaraz się rozpadnie a ja wpadnę do rowu z prędkością większą niż światło.
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Szybkim krokiem opuściłem pojazd i udałem się do budynku odprawy aby tam zameldować uroczyście, że dotarłem. Dyspozytorka dała mi taki śmiszny świstek i powiedziała żebym udał się do szatni i ze swojej szafki zwinął kilof bo dzisiaj ręcznie wydobywamy. Podobno maszyny się zepsuły. Wzdrygłem ramionami i szybko pobiegłem po kilof. Następnie udałem się do pierwszego lepszego dziurska gdzie jacyś górnicy już kamień kopali. Nie czekając dłużej ja też zabrałem się do roboty. Na początku nawet łatwo szło bo człowiek nie czuł jakiegoś takiego oporu. Po godzinie to dopiero było. Ból w dłoniach, ramionach, kręgosłupie to dopiero nic! A maszyny mieli naprawić dopiero jutro... "No nic, jakoś się przeżyje!" - powiedziałem do siebie i nie przerywając dalej wydobywałem kamory.
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Szybkim krokiem opuściłem pojazd i udałem się do budynku odprawy aby tam zameldować uroczyście, że dotarłem. Dyspozytorka dała mi taki śmiszny świstek i powiedziała żebym udał się do szatni i ze swojej szafki zwinął kilof bo dzisiaj ręcznie wydobywamy. Podobno maszyny się zepsuły. Wzdrygłem ramionami i szybko pobiegłem po kilof. Następnie udałem się do pierwszego lepszego dziurska gdzie jacyś górnicy już kamień kopali. Nie czekając dłużej ja też zabrałem się do roboty. Na początku nawet łatwo szło bo człowiek nie czuł jakiegoś takiego oporu. Po godzinie to dopiero było. Ból w dłoniach, ramionach, kręgosłupie to dopiero nic! A maszyny mieli naprawić dopiero jutro... "No nic, jakoś się przeżyje!" - powiedziałem do siebie i nie przerywając dalej wydobywałem kamory.
Kaspar Waksman-Dëter
I Prezydent IV Republiki Muratyki
"Cudowne, piękne i "oczojebne"..." - Ronon Dex o nowym forum IV Republiki
I Prezydent IV Republiki Muratyki
"Cudowne, piękne i "oczojebne"..." - Ronon Dex o nowym forum IV Republiki
![[Obrazek: Muratyka1.png.f758c16a92c6d62805829c53a67e5381.png]](https://forum.muratyka.ct8.pl/uploads/monthly_2021_11/Muratyka1.png.f758c16a92c6d62805829c53a67e5381.png)
