28 Oct 2020, 12:10:36
Naczelny Dowódca właśnie przesiadywał w swoim gabinecie, mieszczącym się w dużym budynku ministerstwa wojny. Trzeba przyznać że pomieszanie było gustownie urządzone. Stare, dębowe meble o ciemno brązowym kolorze i różnego rodzaju antyki, wypełniały niewielkie biuro. W pomieszczeniu panował półmrok, jedynie lampka biurowa rzucała trochę światła. Każdy przedmiot, w tym pomieszczeniu, miał swoją długą historię. Kardacz siedział właśnie przy swoim biurku i z uwagą przyglądał się zebranym papierom. Były to różnego rodzaju plany uzbrojenia, raporty dotyczące stanu wojsk i wszystkie pilne rzeczy, o których człowiek na takim stanowisku musiał wiedzieć. W pokoju panował spokój, jedynie cicho grająca 2 symfonia Schumana umilała czas. Nagle ktoś zapukał do drzwi i momentalnie wszedł do środka. Była to młoda dziewczyna, najpewniej sekretarka. Zmieszana kobieta ustała w progu próbując wydusić z siebie wiadomość. Kardacz oderwał wzroku od stosu papierów i spojrzał na dziewczynę
- słucham? - zapytał po chwili. Zaczerwieniona sekretarka wreszcie zebrała w sobie odwagę
- Prezydent chce się z Panem spotkać..... mówi że to pilne - wydukała zawstydzona
- pierwszy raz? - zapytał z uśmiechem Kardacz. Wiedział że dziewczyna pracuję tutaj pierwszy dzień i nie lubił amatorki, uważał że wszyscy powinni być przygotowani do swoich zajęć. Jednak jakoś nie potrafił złości się na tę dziewczynę.
- dziękuję - dodał po chwili i jego wzrok ponownie powędrował ku papierom. Sekretarka skinęła głową, obróciła się na pięcie i wyszła, zamykając za sobą masywne drzwi. Kardacz jeszcze przez chwilę czytał zebrane dokumenty. Po kilkudziesięciu minutach wstał, zdjął marynarkę z oparcia fotela i ruszył w kierunku drzwi. Przechodząc przez korytarz zatrzymał się na chwilę przy biurku sekretarki.
- wychodzę na spotkanie - powiedział i ruszył do wyjścia. Na odchodne rzucił tylko aby zapisywać wszystkie wiadomości i odwołać mniej ważne spotkania.
Do kancelarii Kanclerza dzieliło go raptownie kilka przecznic. Wolnym krokiem mijał rozmaite sklepy i budynki Kanugardu. Po 20 minutach znalazł się przed budynkiem Kancelarii. Był on o wiele większy i ładniejszy niż budynek ministerstwa wojny, co mogło wzbudzać lekką zazdrość. Wszedł on na odpowiednie piętro, powitał sekretarkę uśmiechem i bez pukania wszedł do gabinetu Kanclerza.
- chciałeś mnie widzieć - powiedział stojąc w progu.
- słucham? - zapytał po chwili. Zaczerwieniona sekretarka wreszcie zebrała w sobie odwagę
- Prezydent chce się z Panem spotkać..... mówi że to pilne - wydukała zawstydzona
- pierwszy raz? - zapytał z uśmiechem Kardacz. Wiedział że dziewczyna pracuję tutaj pierwszy dzień i nie lubił amatorki, uważał że wszyscy powinni być przygotowani do swoich zajęć. Jednak jakoś nie potrafił złości się na tę dziewczynę.
- dziękuję - dodał po chwili i jego wzrok ponownie powędrował ku papierom. Sekretarka skinęła głową, obróciła się na pięcie i wyszła, zamykając za sobą masywne drzwi. Kardacz jeszcze przez chwilę czytał zebrane dokumenty. Po kilkudziesięciu minutach wstał, zdjął marynarkę z oparcia fotela i ruszył w kierunku drzwi. Przechodząc przez korytarz zatrzymał się na chwilę przy biurku sekretarki.
- wychodzę na spotkanie - powiedział i ruszył do wyjścia. Na odchodne rzucił tylko aby zapisywać wszystkie wiadomości i odwołać mniej ważne spotkania.
Do kancelarii Kanclerza dzieliło go raptownie kilka przecznic. Wolnym krokiem mijał rozmaite sklepy i budynki Kanugardu. Po 20 minutach znalazł się przed budynkiem Kancelarii. Był on o wiele większy i ładniejszy niż budynek ministerstwa wojny, co mogło wzbudzać lekką zazdrość. Wszedł on na odpowiednie piętro, powitał sekretarkę uśmiechem i bez pukania wszedł do gabinetu Kanclerza.
- chciałeś mnie widzieć - powiedział stojąc w progu.

