30 Oct 2020, 18:31:01
Kardacz z uwagą słuchał wypowedzi Kanclerza. W głowie miał już opracowany plan co do joty, wystarczyło tylko poruszyć odpowiednie trybu aby cała maszyna ruszyła.
- jeśli to wszystko.... - powiedział po chwili Kardacz i nie czekając na odpowiedź wstał. Wypił resztki wody i żegnając się ruszył do drzwi. Idąc w kierunku wyjścia, zgarnął z biurka sekretarki kilka cukierków. Zajadając się nimi zszedł po schodach do przestronnego holu. Znajdowały się tutaj liczne biura obsługi, biurka i poczekalnia. O tej porze nie można było spotkać tutaj nikogo, oprócz personelu. Jednak przed budynkiem było inaczej. Na zewnątrz stały tłumy prostesujących. Kardacz z trudem przebił się przez tłum i wyszedł na ulicę. Stawiając kolejne kroki co raz bardziej oddalał się od budynku kancelarii i prostesujących. Po kilku przecznicach było już całkowicie cicho. Kardacz wyciągnął z kieszeni ostatniego cukierka, rozwinął papierek i włożył do ust czerwoną cukierek po czym ruszył dalej. Nie kierował się do budynku ministerstwa wojny, musiał dojść aż na ulicę pułkowników. Tam znajdowała się mała baza operacyjna wojska. Pilne sprawy zawsze załatwiał z tego miejsca. Po dwudziestu minutach znalazł się przed niewielkim budynkiem. Przed nim stało dwóch żołnierzy, na widok Naczelnego Dowódcy zasalutowali. Kardacz odpowiedział i ustał obok nich.
- jak się mniewacie chłopcy? - zapytał. Znał tych żołnierzy, jak z resztą cały tutejszy korpus i wszystkich oficerów. Uważał że znajomość z podwładnymi budowała więź przydatną przy współpracy, ale wiedział też komu może zaufać.
- czeka na Pana porucznik Wills... z wywiadu - odpowiedział znacznie rozluźniony żołnierz po lewej. Kardacz skinął tylko głową i wszedł do środka. Budynek w środku wyglądał znaczenie lepiej niż z zewnątrz. Ciemne meble nadawały charakteru i świetnie komponowały się z otoczeniem. Długi, wąski szary dywan zaprowadził Kardacza do głównego gabinetu. Tam, przy wielkim sosnowym stole stało kilku oficerów armii i wywiadu. Wszyscy na widok Kardacza zasalutowali momentalnie. Najprawdopodobniej stali by na baczność całą wieczność, gdyby tylko była taka wola Naczelnego Dowódcy.
- siadajcie Panowie - powiedział Kardacz i oparł się o stół. Na nim leżała sterta papierów, różnego rodzaju mapy i raporty z terenu. Po chwili podszedł do niego porucznik Wills i wręczył wypchaną teczkę.
- najnowsze raporty z terenu - rzucił Wills i podał teczkę - sytuacja jest dość napięta, działanie z rozgłosem nie wchodzi w grę. W kraju panuję totalny chaos i ewentualne zdemaskowanie naszej operacji może skończyć się katastrofą.
- dziękuje Tom - podziękował Kardacz i położył teczkę na stole - świetna robota - dodał po chwili i zawiesił wzrok na mapie kraju.
- kapitanie Howard - zwrócił się po chwili do młodego Winkulijczyka - ilu mamy ludzi na miejscu?
Howard ruszył momentalnie w stronę dowódcy i ustał obok niego
- dwudziestu ludzi pod dowództwem kaprala Horwata oraz następna dwudziestka zarzucona poprzedniej nocy. Są gotowi do działania - odpowiedział Howard i wrócił na swoje miejsce.
- dobrze, uruchom Horwata - zwrócił się ponownie do kapitana - trzeba wybadać miejsce najlepszej drogi ewakuacji oraz skontaktować się z grupą uchodźców. Na jutro chcę mieć już wszystko. To bardzo ważna misja i nie możemy zawieść. Wszyscy znają swoje zadania? - zapytał
Słysząc odpowiedź twierdząca dodał tylko - świetnie, czekam na raporty - i wyszedł z gabinetu. W jego ślady poszli wszyscy zgromadzeni. Pierwsze spotkanie dobiegło końca.
- jeśli to wszystko.... - powiedział po chwili Kardacz i nie czekając na odpowiedź wstał. Wypił resztki wody i żegnając się ruszył do drzwi. Idąc w kierunku wyjścia, zgarnął z biurka sekretarki kilka cukierków. Zajadając się nimi zszedł po schodach do przestronnego holu. Znajdowały się tutaj liczne biura obsługi, biurka i poczekalnia. O tej porze nie można było spotkać tutaj nikogo, oprócz personelu. Jednak przed budynkiem było inaczej. Na zewnątrz stały tłumy prostesujących. Kardacz z trudem przebił się przez tłum i wyszedł na ulicę. Stawiając kolejne kroki co raz bardziej oddalał się od budynku kancelarii i prostesujących. Po kilku przecznicach było już całkowicie cicho. Kardacz wyciągnął z kieszeni ostatniego cukierka, rozwinął papierek i włożył do ust czerwoną cukierek po czym ruszył dalej. Nie kierował się do budynku ministerstwa wojny, musiał dojść aż na ulicę pułkowników. Tam znajdowała się mała baza operacyjna wojska. Pilne sprawy zawsze załatwiał z tego miejsca. Po dwudziestu minutach znalazł się przed niewielkim budynkiem. Przed nim stało dwóch żołnierzy, na widok Naczelnego Dowódcy zasalutowali. Kardacz odpowiedział i ustał obok nich.
- jak się mniewacie chłopcy? - zapytał. Znał tych żołnierzy, jak z resztą cały tutejszy korpus i wszystkich oficerów. Uważał że znajomość z podwładnymi budowała więź przydatną przy współpracy, ale wiedział też komu może zaufać.
- czeka na Pana porucznik Wills... z wywiadu - odpowiedział znacznie rozluźniony żołnierz po lewej. Kardacz skinął tylko głową i wszedł do środka. Budynek w środku wyglądał znaczenie lepiej niż z zewnątrz. Ciemne meble nadawały charakteru i świetnie komponowały się z otoczeniem. Długi, wąski szary dywan zaprowadził Kardacza do głównego gabinetu. Tam, przy wielkim sosnowym stole stało kilku oficerów armii i wywiadu. Wszyscy na widok Kardacza zasalutowali momentalnie. Najprawdopodobniej stali by na baczność całą wieczność, gdyby tylko była taka wola Naczelnego Dowódcy.
- siadajcie Panowie - powiedział Kardacz i oparł się o stół. Na nim leżała sterta papierów, różnego rodzaju mapy i raporty z terenu. Po chwili podszedł do niego porucznik Wills i wręczył wypchaną teczkę.
- najnowsze raporty z terenu - rzucił Wills i podał teczkę - sytuacja jest dość napięta, działanie z rozgłosem nie wchodzi w grę. W kraju panuję totalny chaos i ewentualne zdemaskowanie naszej operacji może skończyć się katastrofą.
- dziękuje Tom - podziękował Kardacz i położył teczkę na stole - świetna robota - dodał po chwili i zawiesił wzrok na mapie kraju.
- kapitanie Howard - zwrócił się po chwili do młodego Winkulijczyka - ilu mamy ludzi na miejscu?
Howard ruszył momentalnie w stronę dowódcy i ustał obok niego
- dwudziestu ludzi pod dowództwem kaprala Horwata oraz następna dwudziestka zarzucona poprzedniej nocy. Są gotowi do działania - odpowiedział Howard i wrócił na swoje miejsce.
- dobrze, uruchom Horwata - zwrócił się ponownie do kapitana - trzeba wybadać miejsce najlepszej drogi ewakuacji oraz skontaktować się z grupą uchodźców. Na jutro chcę mieć już wszystko. To bardzo ważna misja i nie możemy zawieść. Wszyscy znają swoje zadania? - zapytał
Słysząc odpowiedź twierdząca dodał tylko - świetnie, czekam na raporty - i wyszedł z gabinetu. W jego ślady poszli wszyscy zgromadzeni. Pierwsze spotkanie dobiegło końca.

