28 Dec 2020, 12:28:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28 Dec 2020, 12:45:54 przez Narrator.)
W tym samym czasie
Gustaw spędzał właśnie czas w swoim gabinecie. Po ostatnich wydarzeniach to on trzymał pieczę nad ministerstwem wojny, jednak jego ambicje sięgały o wiele wyżej. Gustaw rozłożył się wygodnie na szerokim fotelu, w lewej ręce trzymał dopalające się cygaro, cienka smuga szarego dymu unosiła się do góry i rozchodziła po cały pokoju. W prawej zaś ręce trzymał, pustą już, niewielką szklaneczkę z lodem. Minister jakby w transie parzył się tępo przed siebie. Nagle zadzwonił telefon, chwilę zajęło Gustawowi aby wybudzić się z transu i odebrać. Podniósł on słuchawkę i przyłożył do ucha. Usłyszał jedynie kilka słów "Will Hower nie żyje" po czym rozmówca rozłączył się. Gustaw, wyraźnie zadowolony, wyjął z szafki butelkę absyntu. Napełnił szklaneczkę do połowy i łapczywie wypił wszystko po czym z impetem cisnął szkło o ścianę. Szklanka rozbiła się na niewielkie fragmenty które rozleciały się po całym gabinecie. Nasz bohater szybko chwycił za telefon i wykręcił numer. Po kilku sekundach odezwał się do mężczyzny po drugiej stronie.
- Ludwik - zaczął Gustaw - sprawa załatwiona, spotkamy się tam gdzie zwykle. Mężczyzna po drugiej stronie nie odpowiedział nic, tylko się rozłączył. Jednak Gustawowi to wystarczyło, szybko wstał z fotela i ruszył do stojaka z ubraniami. Założył ciężki, oficerski płaszcz i wyszedł z budynku.
Gustaw i Ludwik spotkali się na dachu ministerstwa. Pogoda nadal była paskudna, ale to miejsce dawało gwarancję bezpieczeństwa. Po uprzednim upewnieniu się że nikt im nie przeszkodzi mężczyźni zaczęli rozmowę.
- jesteś pewny że to prawda? - zapytał Ludwik - tak - odpowiedział szybko i stanowczo Gustaw - mam te informacje z pierwszej ręki, źródło wszystko potwierdziło.
- plan runie jeśli jednak przeżył - w odpowiedzi zakomunikował drugi - musimy mieć pewność a rada ma wątpliwości.
Gustaw nie odpowiedział nic. Wstał, wyciągnął niewielką piersiówkę i przechylił ją szybko.
- Kardacz nie żyję - krzyknął głośno - a gdyby nawet przeżył, to jest cholerne tysiące kilometrów od domu, na cholernej bezludnej wyspie - Gustaw podszedł do Ludwika i złapał go za szyję - myślisz że zjawi się tutaj, na białym koniu i wszystko uratuje? - nie oczekując odpowiedzi rzucił kolegę na posadzkę. Ludwik z trudem wstał z ziemi i otrzepał się.
- musimy działać - krzyknął Gustwa - dzwoń do chłopaków, pora ruszyć pionka.
Gustaw spędzał właśnie czas w swoim gabinecie. Po ostatnich wydarzeniach to on trzymał pieczę nad ministerstwem wojny, jednak jego ambicje sięgały o wiele wyżej. Gustaw rozłożył się wygodnie na szerokim fotelu, w lewej ręce trzymał dopalające się cygaro, cienka smuga szarego dymu unosiła się do góry i rozchodziła po cały pokoju. W prawej zaś ręce trzymał, pustą już, niewielką szklaneczkę z lodem. Minister jakby w transie parzył się tępo przed siebie. Nagle zadzwonił telefon, chwilę zajęło Gustawowi aby wybudzić się z transu i odebrać. Podniósł on słuchawkę i przyłożył do ucha. Usłyszał jedynie kilka słów "Will Hower nie żyje" po czym rozmówca rozłączył się. Gustaw, wyraźnie zadowolony, wyjął z szafki butelkę absyntu. Napełnił szklaneczkę do połowy i łapczywie wypił wszystko po czym z impetem cisnął szkło o ścianę. Szklanka rozbiła się na niewielkie fragmenty które rozleciały się po całym gabinecie. Nasz bohater szybko chwycił za telefon i wykręcił numer. Po kilku sekundach odezwał się do mężczyzny po drugiej stronie.
- Ludwik - zaczął Gustaw - sprawa załatwiona, spotkamy się tam gdzie zwykle. Mężczyzna po drugiej stronie nie odpowiedział nic, tylko się rozłączył. Jednak Gustawowi to wystarczyło, szybko wstał z fotela i ruszył do stojaka z ubraniami. Założył ciężki, oficerski płaszcz i wyszedł z budynku.
Gustaw i Ludwik spotkali się na dachu ministerstwa. Pogoda nadal była paskudna, ale to miejsce dawało gwarancję bezpieczeństwa. Po uprzednim upewnieniu się że nikt im nie przeszkodzi mężczyźni zaczęli rozmowę.
- jesteś pewny że to prawda? - zapytał Ludwik - tak - odpowiedział szybko i stanowczo Gustaw - mam te informacje z pierwszej ręki, źródło wszystko potwierdziło.
- plan runie jeśli jednak przeżył - w odpowiedzi zakomunikował drugi - musimy mieć pewność a rada ma wątpliwości.
Gustaw nie odpowiedział nic. Wstał, wyciągnął niewielką piersiówkę i przechylił ją szybko.
- Kardacz nie żyję - krzyknął głośno - a gdyby nawet przeżył, to jest cholerne tysiące kilometrów od domu, na cholernej bezludnej wyspie - Gustaw podszedł do Ludwika i złapał go za szyję - myślisz że zjawi się tutaj, na białym koniu i wszystko uratuje? - nie oczekując odpowiedzi rzucił kolegę na posadzkę. Ludwik z trudem wstał z ziemi i otrzepał się.
- musimy działać - krzyknął Gustwa - dzwoń do chłopaków, pora ruszyć pionka.
