22 Aug 2021, 23:57:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23 Aug 2021, 00:01:12 przez Adam Aleksander II.)
Niestety nie podjęto ze mną polemiki na tym forum ani zresztą na żadnym innym, ale nie przeszkodzi mi to w zwróceniu uwagi na pewne spostrzeżenia i tok myślenia osób przebywających na zjeździe. Pod tym linkiem znajduje się wypowiedź jakoby wojny między mikronacjami są chybione, a bo to się będzie dłużyć, a bo to jedna ze stron konfliktu będzie zbyt uparta, a to z kolei, że system będzie błędny.
Takie rozumowanie uważam trochę za archaiczne, ponieważ w mikronacjach nie działają dzieci, wiekowo czy też mentalnie, które zawiną swoje zabawki, jak tylko coś w piaskownicy pójdzie nie po ich myśli. Nikt nie każe robić konfliktu na "hurraaa", nikt nikomu nie każe uznać ich system wojenny za ten lepszy, nikt na koniec nie będzie dyktował wyniku, bo "są starsi stażem". W przypadku chęci obu stron, ludzie odpowiedzialni za narrację i wojsko mogliby usiąść razem i pomyśleć nad pewnymi kwestiami.
System wojenny? Proszę bardzo, siadają 3-4 osoby, układają razem system, który zaakceptuje każdy uczestnik zabawy. Jakoś z tym nie było problemu, kiedy robiliśmy kampanię fabularną z Suderlandem. Epoka czasowa? Już od biedy można te bardziej zaawansowane technologicznie kraje cofnąć do XVII wieku chociażby i rozegrać wojnę, która byłaby częścią historii alternatywnej. Dajmy na to Rzesza Niemiecka zaatakowała Rzeczpospolitą Obojga Narodów, chcąc zająć tereny, które oryginalnie miały mieć w XIX wieku po rozbiorach i innych zmianach granic, wykorzystała powstanie kozackie i najechała te tereny, myślę, że używając prostej strony, tzw. wikipedii, można znaleźć jak wyglądało wtedy wojsko niemieckie. Przechodząc dalej, jakim problemem byłaby niechęć do zakończenia wojny, w przypadku, kiedy to jest to czysto fabularne? W historii też było tak, że ludzie wyżynali się przez wiele lat, ciągnąc niepotrzebnie konflikty. W tym przypadku, wojny niemiecko-polskiej, pieczę nad wydarzeniami fabularnymi w kraju, jak głód, jakieś niepokoje związane z przedłużającą się, przegrywaną wojną, mogłyby pełnić osoby neutralne, chociażby ze Skarlandu, czy Cesarstwa Rzymian. Nie trzeba też w ciągu jednej wojny tracić/zyskiwać terenów "spornych". Można by iść na ugody co do tego, które regiony byłyby tracone i jak długo trwałby pokój, można nawet w takim przypadku poprosić o mediatora z Francji, który rozstrzygałby spory wynikające z uporu ludzi odpowiedzialnych za dogadanie się. Przechodząc dalej, w przypadku ignorowania ww. czynności, ostatnie wspomniane państwo mogłoby zagrozić ingerencją w wojnę, oczywiście działając w tym samym okresie historycznym. Jeżeli ktoś by jednak wyjechał z "nie uznaję", swoją drogą trzeba by było być niezłym dzbanem, żeby się zgadzać na kampanię fabularną, po to, żeby potem coś takiego zrobić, to po prostu osoby nadzorujące kampanię, zakańczałyby ją natychmiastowo, a państwa biorące udział w niej nic by nie traciły. No chyba, że trochę godności.
Wszystkie problemu wymienione na zjeździe dałoby się załatwić, gdyby, no właśnie występował element, o którym wspomniałem w drugim akapicie. Chęci zainteresowanych stron. Myślę, że głównymi przeszkodami są dwie rzeczy, po pierwsze duży nakład pracy i czasu, a po drugie, strach o utracenie pikseli, na których to ulokowane są majątki szlachty polskiej. W sumie to szkoda, że tak wychodzi, bo to już druga zmarnowana szansa, którą pamiętam, gdzie bawienie się w wojsko akurat miałoby sens, a nie tylko w kółko ustawiane kampanie i inne scenariusze. Żeby nie było, nie tylko w Rzeczypospolitej występują tego typu zjawiska.
Tym akcentem, trochę smutnym, bo pokazującym przywiązanie do trywialnych rzeczy i zamykanie się w sztywnych ramach, bo "No my pixels" jest jednak przykre. Tak samo przykre jest to, że faktycznie dalej istnieją osoby, które mogłyby powiedzieć "Nie uznaję" i czułyby się z tego dumne.
Takie rozumowanie uważam trochę za archaiczne, ponieważ w mikronacjach nie działają dzieci, wiekowo czy też mentalnie, które zawiną swoje zabawki, jak tylko coś w piaskownicy pójdzie nie po ich myśli. Nikt nie każe robić konfliktu na "hurraaa", nikt nikomu nie każe uznać ich system wojenny za ten lepszy, nikt na koniec nie będzie dyktował wyniku, bo "są starsi stażem". W przypadku chęci obu stron, ludzie odpowiedzialni za narrację i wojsko mogliby usiąść razem i pomyśleć nad pewnymi kwestiami.
System wojenny? Proszę bardzo, siadają 3-4 osoby, układają razem system, który zaakceptuje każdy uczestnik zabawy. Jakoś z tym nie było problemu, kiedy robiliśmy kampanię fabularną z Suderlandem. Epoka czasowa? Już od biedy można te bardziej zaawansowane technologicznie kraje cofnąć do XVII wieku chociażby i rozegrać wojnę, która byłaby częścią historii alternatywnej. Dajmy na to Rzesza Niemiecka zaatakowała Rzeczpospolitą Obojga Narodów, chcąc zająć tereny, które oryginalnie miały mieć w XIX wieku po rozbiorach i innych zmianach granic, wykorzystała powstanie kozackie i najechała te tereny, myślę, że używając prostej strony, tzw. wikipedii, można znaleźć jak wyglądało wtedy wojsko niemieckie. Przechodząc dalej, jakim problemem byłaby niechęć do zakończenia wojny, w przypadku, kiedy to jest to czysto fabularne? W historii też było tak, że ludzie wyżynali się przez wiele lat, ciągnąc niepotrzebnie konflikty. W tym przypadku, wojny niemiecko-polskiej, pieczę nad wydarzeniami fabularnymi w kraju, jak głód, jakieś niepokoje związane z przedłużającą się, przegrywaną wojną, mogłyby pełnić osoby neutralne, chociażby ze Skarlandu, czy Cesarstwa Rzymian. Nie trzeba też w ciągu jednej wojny tracić/zyskiwać terenów "spornych". Można by iść na ugody co do tego, które regiony byłyby tracone i jak długo trwałby pokój, można nawet w takim przypadku poprosić o mediatora z Francji, który rozstrzygałby spory wynikające z uporu ludzi odpowiedzialnych za dogadanie się. Przechodząc dalej, w przypadku ignorowania ww. czynności, ostatnie wspomniane państwo mogłoby zagrozić ingerencją w wojnę, oczywiście działając w tym samym okresie historycznym. Jeżeli ktoś by jednak wyjechał z "nie uznaję", swoją drogą trzeba by było być niezłym dzbanem, żeby się zgadzać na kampanię fabularną, po to, żeby potem coś takiego zrobić, to po prostu osoby nadzorujące kampanię, zakańczałyby ją natychmiastowo, a państwa biorące udział w niej nic by nie traciły. No chyba, że trochę godności.
Wszystkie problemu wymienione na zjeździe dałoby się załatwić, gdyby, no właśnie występował element, o którym wspomniałem w drugim akapicie. Chęci zainteresowanych stron. Myślę, że głównymi przeszkodami są dwie rzeczy, po pierwsze duży nakład pracy i czasu, a po drugie, strach o utracenie pikseli, na których to ulokowane są majątki szlachty polskiej. W sumie to szkoda, że tak wychodzi, bo to już druga zmarnowana szansa, którą pamiętam, gdzie bawienie się w wojsko akurat miałoby sens, a nie tylko w kółko ustawiane kampanie i inne scenariusze. Żeby nie było, nie tylko w Rzeczypospolitej występują tego typu zjawiska.
Tym akcentem, trochę smutnym, bo pokazującym przywiązanie do trywialnych rzeczy i zamykanie się w sztywnych ramach, bo "No my pixels" jest jednak przykre. Tak samo przykre jest to, że faktycznie dalej istnieją osoby, które mogłyby powiedzieć "Nie uznaję" i czułyby się z tego dumne.
Adam Aleksander II
Perzys iksis nāmorghūlilaros
