02 Dec 2023, 21:11:45
Zdesperowany sir. Franklin gnał swoich ludzi na południe, wzdłuż pasma górskiego. Po paru dniach wędrówki dotarli to krainy wielkich jezior. Teren tam stawał się coraz bardziej wilgotny i samochody terenowe nie mogły jechać dalej, mimo, że były przystosowane do najcięższych warunków podróży. Od Iddun dzieliło ich jeszcze 220 km, a złowieszczy Aryun wciąż stawiał przeszkody na ich drodze. Jakby wyspa nie życzyła sobie, aby Franklin i jego ludzie odnaleźli przejście do Asgardu. Po kilku dniach walki z błotem sir. John poddał się. Zatrzymał pochód i nakazał grupie zwiadowczej zbadać teren przed nimi. Gdy grupa wyruszyła, pozostali członkowie ekipy badawczej rozbili obóz. W prowizorycznych namiotach spędzali wspólnie czas, jedli, rozmawiali, śmiali się oraz grali w karty. Sir. John zaś trzymał się w odosobnieniu. Większość czasu spędzał we własnym namiocie oficerskim. Nigdy nie spoufalał się ze swoimi podwładnymi. Uważał, że powinni czuć do niego respekt a nie przyjaźń. Być może była w tym też kwestia jego poczucia wyższości. Mimo, że nadal był skromny Lordem, w swoim mniemaniu, to i tak otaczali go zwykli marynarze i oficerowie. Spędzanie z nimi czasu byłoby nie lada policzkiem dla jego dumy. A co dopiero powiedziałyby Lady Jane, żona sir. Franklina. Jeszcze przed wyruszeniem do Arunu, sir. John wraz ze swoją żoną snuli ambitne plany po dotarciu do Asgardu. Wierzyli, że za ten czyn Admiralicja obdarzy Franklina jakimś zaszczytnym tytułem. Być może zostałby nowym zarządcą Asgardu i kierowałby pracami wydobywczymi. Albo co lepsze, zostałby mianowany gubernatorem kolonii Aryun. Na razie jednak zamiast pochwał Admiralicja wysyłała oznaki zniecierpliwienia. "Cholerne góry" coraz częściej myślał Franklin. Gdyby mógł, przeniósłby je na plecach. Nawet swoich ludzi. Dopiero po czterech dniach powróciła grupa zwiadowcza. Ich raport nie napawał optymizmem. Przed badaczami rozciągały się bagna i rozległe jeziora. Po raz kolejny Aryun blokował drogę. Zdenerwowany i czerwony na twarzy Franklin uderzył pięścią w rozkładany stolik. Nie było rady, musiał zawrócić na północ. Przy odrobinie szczęścia może mógłby ominąć jeziora od zachodu. Bał się jednak nadciągającej pogody i rosnącego niezadowolenia. Musiał jednak odnaleźć to przejście. Było mu to potrzebne jak nic innego.

