05 Apr 2024, 12:35:25
Cozier wraz ze swoimi ludźmi przyglądał się nacierającym żołnierzom. Atak nastąpił z dwóch stron. Grupa okrętów Ligi zablokowała wyjście z portu. Nie spotkał ona dużego oporu. Co prawda nabrzeża broniły staroświeckie działa przeciwokrętowe, jednak z niewiadomych przyczyn nie zostały one użyte. Drugi atak nastąpił prosto na główną bramę miasta. Ludzie braci Mombasa i Omara natarli prosto na główne umocnienia. Pod murami rozgorzała krwawa łaźnia. Po stronie obrońców odezwały się ciężkie karabiny maszynowe, granaty i moździerze. Śmiercionośna broń zadawała liczne straty atakującemu.Ten, nie mający trwałej osłony, mógł tylko nacierać. Jednak napastnicy nie pozostali dłużni. Odpowiedzieli oni ręcznymi wyrzutniami rakiet oraz karabinami z pustynnych pojazdów terenowych. Operatorzy zaatakowali stanowiska ogniowe i przynajmniej na razie, ogień karabinów ustał. To dało chwilę wytchnienia atakującym i czas na przegrupowanie. Widok wysokich strat nie trapił Coziera. Doskonale zdawał sobie sprawę, że atak na miasto jest okazją upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. W tej krwawej grze liczyli się tylko najsilniejsi. Boruka, Omar a nawet sam Forch, byli jedynie zwykłymi pionkami, które niepotrzebne były od razu usuwane. Cozier pozwolił więc krwawić sprzymierzeńcom, aby w przyszłości zadać zdecydowany cios. Po przegrupowaniu się, oddziały szturmowe wysadziły główną bramę. Obrońcy rzucili się do prowizorycznych zasieków. W praktyce były to przewrócone ciężarówki oraz przygotowane wcześniej worki z piaskiem. Gdy atakujący tylko wdarli się do miasta, umocniony przeciwnik otworzył ogień. To trochę pohamowało zapał atakujących. Ten, po udanym wysadzeniu bramy, zyskał na morale i ruszył do frontalnego ataku. Sytuacja zaczęła się komplikować. Poczerwieniały na twarzy Omar wycofał się i ze wściekłością ruszył ku Cozierowi.
- Siedzisz tu na dupie, gdy moi ludzie walczą. - odrzekł z nieskrywaną furią. Był bliski zaatakowania Coziera.
Ten jednak niewzruszony, obserwował ludzi tłoczących się przy bramie. Dopiero po chwili zwrócił się do dyszącego Omara.
- Dostałeś proste zadanie Omar. - odpowiedział Cozier. - Masz zdobyć to miasto.
- Nie widzisz, że nas dziesiątkują? Rusz się wreszcie i nam pomóż. Inaczej wycofam swoich ludzi.
- Wtedy rozstrzelam ciebie tu i teraz.
Cozier nim dokończył, ogień w mieście momentalnie ustał. Zdezorientowani mężczyźni patrzyli w kierunku bramy i na wiwatujących ludzi. Po krótkiej chwili Cozier zrozumiał, co właśnie się stało. Z nieskrywaną satysfakcją spojrzał na osłupiałego Omara. “Gdybyś tylko znał swoje położenie” pomyślał z lekkim współczuciem. Po dziesięciu minutach z miasta wyszedł Tuek.
- Siedzisz tu na dupie, gdy moi ludzie walczą. - odrzekł z nieskrywaną furią. Był bliski zaatakowania Coziera.
Ten jednak niewzruszony, obserwował ludzi tłoczących się przy bramie. Dopiero po chwili zwrócił się do dyszącego Omara.
- Dostałeś proste zadanie Omar. - odpowiedział Cozier. - Masz zdobyć to miasto.
- Nie widzisz, że nas dziesiątkują? Rusz się wreszcie i nam pomóż. Inaczej wycofam swoich ludzi.
- Wtedy rozstrzelam ciebie tu i teraz.
Cozier nim dokończył, ogień w mieście momentalnie ustał. Zdezorientowani mężczyźni patrzyli w kierunku bramy i na wiwatujących ludzi. Po krótkiej chwili Cozier zrozumiał, co właśnie się stało. Z nieskrywaną satysfakcją spojrzał na osłupiałego Omara. “Gdybyś tylko znał swoje położenie” pomyślał z lekkim współczuciem. Po dziesięciu minutach z miasta wyszedł Tuek.

