09 Jun 2019, 21:57:07
Kawiarnia w Kanugardzie, 9 czerwca, godzina 19.52
W niewielkiej kawiarni siedzi przy stole dwóch mężczyzn. Jeden elegancko ubrany z cygarem w ręku, drugi ma na sobie czarną skórzaną kurtkę. Oprócz ich w kawiarni znajduję się jeszcze kilka osób.
- sprawa z de Qo załatwiona, nie zostawiliśmy żadnych śladów - zaczął rozmowę facet w skórzanej kurtce
- gówno prawda! Folksguarde znaleźli ślady - bierzę kęs kotleta - wiedzą że to zabójstwo, spierdoliłeś robotę - dodał
- tak czy siak de Qo nie żyję czy nie o to ci chodziło? - odpowiedział facet
- czy ty naprawdę jesteś taki głupi? - zapytał mężczyzna z cygarem zajadając obiad - już zaczynają węszyć, zaraz polecisz ty a za tobą ja - dodał odkładając sztućce
- ten detektyw... sprzątnąć go? - zapytał facet w kurtce
- taa... będzie trzeba to zrobić, cwany jest... ale po cichu - odpowiedział elegancko ubrany mężczyzna - moi ludzie już go obserwują....
W tym samym czasie, Miedzyzdroje
Detektyw właśnie siedzi w swoim biurze. Próbuje poskładać wszystkie informacje, poszlaki które udało mu się zebrać do tej pory. Od żony de Qo dowiedział się że jego głównym przeciwnikiem politycznym był Herman Gerdon, praktyka zawodowa kazała go przesłuchać. Loki wstał i wyszedł z biura, szybkim krokiem szedł w kierunku windy mijając po drodze małe boksy. Wsiadł do windy i zjechał na sam dół po czym wyszedł na zewnątrz. Była ładna czerwcowa pogoda, lekki wiaterek sprawiał że wysoka temperatura nie była aż tak mocno odczuwalna. Loki wsiadł do swojego Forda Victoria zaparkowanego przed komisariatem. Po chwili ruszył jego celem był Gerdon, czuł że on będzie coś wiedział.
Godzinę później
- witam, detektyw David Loki czy mogę zadać panu kilka pytań? - wyrecytował regułkę detektyw
- ależ oczywiście, proszę.... - odpowiedział Gerdon siedzący w swoim biurze - w czym mogę pomóc?
- gdzie pan był 2 czerwca? Po południu? - zapytał Loki
- byłem w pracy - odpowiedział uśmiechając się Gerdon - tutaj w biurzę, do wieczora nie wychodziłem z biura
- dobrze.... - wymamrotał Loki zapisując coś w notesie - jakie były pana relacje z Romanem de Qo? - dodał
- był moim przeciwnikiem, nasze poglądy różniły się - odpowiedział - było między nami parę zgrzytów... ale myślę że tylko w sferze zawodowej - dodał
- mhm... rozumiem, kiedy ostatnio widział pan Romana de Qo? - zapytał detektyw
- miałem z nim spotkanie właśnie 2 czerwca.... o 17.00 chyba.. mogę sprawdzić - odpowiedział Gerdon
- nie, nie będzie to konieczne - odpowiedział zapisując coś szybko w notesie - to wszystko, jeśli coś się panu przypomni... proszę dzwonić na ten numer - mówiąc to podał wizytówkę i wyszedł
Gdy Loki był za drzwiami Gerdon szybko wyjął telefon i wpisał numer
- halo? On wie, dziś w magazynie o 23.50
Osoba po drugiej stronie rozłączyła się, Gerdon odłożył telefon, otworzył szafkę i wyjął flaszkę szkockiej. Nalał sobię całą szklankę i momentalnie wziął łyk.
- kurwa - krzyknął Gerdon rzucając szklanką
Magazyn na obrzeżach miasta, godzina 23.50
- Oni wiedzą Brook! Widziałem to w jego oczach, on coś podejrzewa.... trzeba go zabić i to już... - wykrzyczał zdenerwowany Gerdon
- spokojnie szefie.. może nic jeszcze nie wie - odpowiedział Brook
- kurwa ty wiesz co się stanie jak to się wysypie? Jesteś tego świadom? - zapytała Gerdon nadal bardzo zdenerwowany - dzwoń po chłopaków.... na zginąć... i to zaraz
W niewielkiej kawiarni siedzi przy stole dwóch mężczyzn. Jeden elegancko ubrany z cygarem w ręku, drugi ma na sobie czarną skórzaną kurtkę. Oprócz ich w kawiarni znajduję się jeszcze kilka osób.
- sprawa z de Qo załatwiona, nie zostawiliśmy żadnych śladów - zaczął rozmowę facet w skórzanej kurtce
- gówno prawda! Folksguarde znaleźli ślady - bierzę kęs kotleta - wiedzą że to zabójstwo, spierdoliłeś robotę - dodał
- tak czy siak de Qo nie żyję czy nie o to ci chodziło? - odpowiedział facet
- czy ty naprawdę jesteś taki głupi? - zapytał mężczyzna z cygarem zajadając obiad - już zaczynają węszyć, zaraz polecisz ty a za tobą ja - dodał odkładając sztućce
- ten detektyw... sprzątnąć go? - zapytał facet w kurtce
- taa... będzie trzeba to zrobić, cwany jest... ale po cichu - odpowiedział elegancko ubrany mężczyzna - moi ludzie już go obserwują....
W tym samym czasie, Miedzyzdroje
Detektyw właśnie siedzi w swoim biurze. Próbuje poskładać wszystkie informacje, poszlaki które udało mu się zebrać do tej pory. Od żony de Qo dowiedział się że jego głównym przeciwnikiem politycznym był Herman Gerdon, praktyka zawodowa kazała go przesłuchać. Loki wstał i wyszedł z biura, szybkim krokiem szedł w kierunku windy mijając po drodze małe boksy. Wsiadł do windy i zjechał na sam dół po czym wyszedł na zewnątrz. Była ładna czerwcowa pogoda, lekki wiaterek sprawiał że wysoka temperatura nie była aż tak mocno odczuwalna. Loki wsiadł do swojego Forda Victoria zaparkowanego przed komisariatem. Po chwili ruszył jego celem był Gerdon, czuł że on będzie coś wiedział.
Godzinę później
- witam, detektyw David Loki czy mogę zadać panu kilka pytań? - wyrecytował regułkę detektyw
- ależ oczywiście, proszę.... - odpowiedział Gerdon siedzący w swoim biurze - w czym mogę pomóc?
- gdzie pan był 2 czerwca? Po południu? - zapytał Loki
- byłem w pracy - odpowiedział uśmiechając się Gerdon - tutaj w biurzę, do wieczora nie wychodziłem z biura
- dobrze.... - wymamrotał Loki zapisując coś w notesie - jakie były pana relacje z Romanem de Qo? - dodał
- był moim przeciwnikiem, nasze poglądy różniły się - odpowiedział - było między nami parę zgrzytów... ale myślę że tylko w sferze zawodowej - dodał
- mhm... rozumiem, kiedy ostatnio widział pan Romana de Qo? - zapytał detektyw
- miałem z nim spotkanie właśnie 2 czerwca.... o 17.00 chyba.. mogę sprawdzić - odpowiedział Gerdon
- nie, nie będzie to konieczne - odpowiedział zapisując coś szybko w notesie - to wszystko, jeśli coś się panu przypomni... proszę dzwonić na ten numer - mówiąc to podał wizytówkę i wyszedł
Gdy Loki był za drzwiami Gerdon szybko wyjął telefon i wpisał numer
- halo? On wie, dziś w magazynie o 23.50
Osoba po drugiej stronie rozłączyła się, Gerdon odłożył telefon, otworzył szafkę i wyjął flaszkę szkockiej. Nalał sobię całą szklankę i momentalnie wziął łyk.
- kurwa - krzyknął Gerdon rzucając szklanką
Magazyn na obrzeżach miasta, godzina 23.50
- Oni wiedzą Brook! Widziałem to w jego oczach, on coś podejrzewa.... trzeba go zabić i to już... - wykrzyczał zdenerwowany Gerdon
- spokojnie szefie.. może nic jeszcze nie wie - odpowiedział Brook
- kurwa ty wiesz co się stanie jak to się wysypie? Jesteś tego świadom? - zapytała Gerdon nadal bardzo zdenerwowany - dzwoń po chłopaków.... na zginąć... i to zaraz

