Napisane przez: Burek - 17 Sep 2022, 19:30:25 - Forum: Komitat Trinetzki
- Brak odpowiedzi
Häptir (od Häpt - głowa) to słowo w miejscowym dialekcie oznaczające naczelnika-przywódcę lokalnej grupy plemienno-rodowej. Häptirowie zyskali na znaczeniu w czasach średniowiecza, wywodząc się z głów potężniejszych grup rodowych, które następnie podporządkowały sobie mniejsze lokalne rodziny.
Häptir zamieszkiwał häptirhas, czyli domostwo, które często było większe i potężniejsze od pozostałych, czasem zbudowane z kamienia a nie z drewna jak większość budynków (choć niekoniecznie, häptirhas mógł być zbudowany z drewna, jedynie potężniejszy niż pospolity dom). Häptirhas służył też miejscowej ludności jakoś chronienie w czasie zagrożenia.
Häptirowie przewodzili wspólnocie przede wszystkim w czasie konfliktów i rajdów. Ich władza w czasie pokoju nie była zbyt dużo, większość decyzji dotyczących wspólnoty podejmowano na wiecach (ting) złożonych ze wszystkich wolnych ludzi.
Z czasem większość kompetencji häptirów została przejęta przez wybieralnych Vogtów, ale zachowali oni wysoką pozycję i wpływy wśród lokalnych wspólnot. Tytuł zazwyczaj przechodził z ojca na syna.
Tytuł häptira używany jest po imieniu (w połączeniu z samym imieniem - Ján häptir) lub po nazwisku (w połączeniu z pełnymi personaliami - Ján Jánssun Jánling häptir).
Wpadłem na pomysł by połączyć dowództwo MW Doctriny, SRW i VAL-F. Potrzebujemy baz marynarki w Voxlandzie, Marsylii, Sambanie i Doctrinie z czego post-voxlandzkie z czasów jeszcze Ardemii na pewno są i w Doctrinie też, bo mają tam flotę. Właściwie to nie wiadomo czy w Marsylii nie ma bazy marynarki, bo wkońcu nie dawno to jeszcze były tereny Voxlandu. Ale chyba Joahim nie wymyślał nigdy gdzie są takowe bazy.
Będzie to takie konfederacyjne dowództwo służące zjednoliceniu działań, manewrów itd. itp. w ramach Cesarstwa Insulii. MW poszczególnych prowincji zostaną w całości zachowane.
Wymyśliłem nazwę dla tego projektu: Insulijska Zjednolicona Marynarka Wojenna. Okręty będą miały banderę prowincji z której pochodzi + banderę Cesarstwa Insulii.
Do miasta wrócił burmistrz. Wrócił tak nieoczekiwanie, jak zniknął - jakieś dwa tygodnie temu. Gdzie był i co robił, pozostawało w większej mierze tajemnicą. Wraz z nim powróciło kilku kompanów, których ze sobą zabrał, ale żaden nie miał za wiele do powiedzenia dociekliwym. Wiadomo było, że Burek jakiś czas temu był obecny na weselu swojego krewnego, arcyksięcia Norrington. Czyżby wracał właśnie stamtąd? Do kompania wkroczyła na piechotę. Pieszo wkroczyli też do granic ziemi Trineskiej, idąc prowadzącą z zachodu drogą, chociaż gdy szli napotkali jadącego dorożką miejscowego, który był skory podrzucić ich bliżej miasta.
Pod wieczór kompanii zawitali na rynek. Wtedy przed ratuszem miejskim zobaczyli tłum ludzi (czyli w miejscowej skali - kilkanaście osób). Zdawali się oni protestować. Burmistrz zbliżył się do oblegających ratusz manifestantów, i zaczął podpytywać co poniektórych o co się rozchodzi. Przyczyny protestu pozostały jednak nierozjaśnione, nikt nie mógł powiedzieć o co w tym wszystkim dokładnie chodzi.
Burmistrzowi i jego świcie nie pozostało nic innego jak wkroczyć do ratusza. Udali się oni do gabinetu burmistrza - tam czekał na nich sekretarz burmistrza - Niklas Vis, który miał przyjemność zastępować swojego przełożonego w czasie jego nieobecności. Z ulgą odebrał powrót włodarza. Także i on nie mógł zbyt wiele powiedzieć na temat widocznego z okna protestu.
Także rozwiązanie tej kwestii nie przyjedzie raczej łatwo. Ale najpierw rzecz najważniejsza - odpoczynek po podróży. Manifestacje, protesty i rewolucje mogą chwilę poczekać.
1. Herbem Królestwa Voxlandu jest szachownica, zawierająca 13 żółtych i 12 niebieskich pól, z których pierwsze jest pole koloru żółtego, na tarczy hiszpańskiej. Nad herbem znajduje się korona w kolorze zielonym.
2. Wizerunek herbu przedstawia załącznik numer 1.
Artykuł 3
1. Flagą Królestwa Voxlandu jest szachownica rombowa, w kolorach żółtym i niebieskim.
2. Wizerunek flagi przedstawia załącznik numer 2.
Artykuł 4
Akt wchodzi w życie z chwilą ogłoszenia.
(-)Joahim II
Król Voxlandu, Książę Sambany, Najwyższy Zwierzchnik Morza Zachodniego
Kolejna ankieta będzie dotyczyła obecnego Ministra Stanu, czyli mnie. Przed tym jednak kilka słów podsumowania o pierwszej ankiecie. Na chwilę obecną oddano 10 głosów, z czego 9 (90%) ocenia pozytywnie rządy JKM Alfreda. Znalazła się jednak osoba której rządy naszego wspaniałego władcy nie przypadły do gustu. Szkoda tylko że nie podzieliła się ona refleksjami na ten temat. Ankieta pokazuje że Winkulia pod rządami obecnego monarchy się rozwija i obywatele ufają swojemu władcy. To dobry prognostyk na przyszłość i oby tak dalej! Warto zaznaczyć że w ankiecie brały udział osoby z innych krajów co oznacza że praca JKM jest doceniana również zagranicą.
Po krótkim podsumowaniu zachęcam do wzięcia udziału w obecnej ankiecie
Przy okazji rozważan nad ostatnim wątkiem w tym dziale "kiedy to się skończy" i rowazań nad kwestią podniesionych przez rząd kwestii reparacji wojenych, uznałem że jest to dobra okazja by trochę powymieniać się refleksjami dotyczącymi polskiej polityki. Te wybory niewątpliwie będą się różnić od dotychczasowych elekcji, chociażby z uwagi na fakt, że polityka zagranicza będzie napewno jednym z głównych tematów, obok walki z inflacją i kryzysem energetycznym (myślę, że za rok o tej porze będzie to wciąż aktualne).
W sprawie reparacji i ich miejsca w polskiej polityce, którym początkowo zamierzałem poświęcić ten wątek, wydaję mi się że PiS wcale nie liczył tyle na mobilizację swojego elektoratu, ani nawet jego "moherowej" części jak się niektórym wydaje, ale na obnażenie pięty achillesowej opozycji jaką jest ich stosunek do Niemiec. Zacznijmy od tego, że prawie każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest niemożliwe, w tym osoby które popierają wysunięcie roszczeń. Już napewno zdaje sobie z tego sprawę Kaczyński, który siedzi w polityce od kilku dekad... Antyniemieckie nastroje nie dadzą PiSowi nowych wyborców, twardy elektorat też nie potrzebuje wzmocnienia tego typu narracji, więc co zamierza tym osiągnąć tym tematem PiS?
według mnie sprawa jest o tyle bardziej złożona, że Kaczyński jak na dobrego spindoktora przystało próbuje nie tyle przekonać elektorat do swojej partii, co zdystansować go do Koalicji Obwatelskiej i reszty opozycji, reparacje były w zasadzie pułapką w jaką dała się złapać opozycja, krytykując ich podniesienie w momencie gdy z jednej strony udało się rozbudzić w społeczeństwie skrajne emocje, ale co ważniejsze z drugiej strony elektorat który oczekuje od opozycji prowadzenia polityki autonomicznej względem Niemiec mógł poczuć się zawiedziony. W ten oto prosty sposób PiS na życzenie opozycji postawił ją w złym świetle jako osoby które nie mają pomysłu na politykę zagraniczną inną niż ta podyktowana z Berlina. Kaczyński zdaję sobie sprawę z tego, że KO ma nad nim tą przewagę, że ich polityka europejska będzie sprawniejsza, ale przedstawienie opozycji jako opcje ubezwłasnowolnioną przez Berlin może nie tyle może zepsuć co osłabić wizerunek opozycji jako poważnego obrońcy polskich interesów w Niemczech i w UE.
Żeby była jasność nie jestem pisowcem (ani wyborcą żadnej innej partii) i zgadzam się ze stwierdzeniem, że podnoszenie tematu reparacji w obecnych okolicznościach mija się z celem, czy nawet z tym że trzeba zacieśnia relacje z Niemcami z uwagi na zagrożenie ze wschodu, ale od strony PR, to opozycja wyszła na tym gorzej niż PiS, czyli Kaczyńskiemu udało się osiągnąć to co według mnie zamierzał - ukazać ich nie jako równorzędnych graczy i partnerów w Europie, ale jako osoby których plan na politykę sprowadzić można do maksymy "słuchać się Niemców" i tyle. Gdybym miał coś doradzić Hołowni, Tuskowi czy Trzaskowskiemu, to powiedziałbym im aby zmienili strategie z chowania głowy w piasek na wysunięcie kontrpropozycji np. oświadczyć, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest nie możliwe, ale napewno jakaś forma zadośćuczynienia się nam należy i dlatego będziemy walczyć o lepsze warunki handlu dla polskich firm, o zwrot dzieł sztuki i kultury zagrabionych przez Niemcy, upomnienie się o status mniejszości dla Polaków mieszkających w Niemczech, czy dzieci które przejął Jugendamt, zadośćuczynienie dla żyjących ofiar wojny czy cokolwiek, co jest konkretne, realne i przy tym sprawiające wrażenie obietnicy choćby autonomicznej polityki zagranicznej. Taki przekaz zostałby na pewno bardziej doceniony przez społeczeństwo i na pewno zaskoczyłby rząd, a opozycja uniknełaby wejścia w pułapkę zastawioną przez Kaczyńskiego.
Na marginesie trochę zawiódł mnie Hołownia, bo o ile rozumiem postawe Lewicy i PO i nie spodziewałem się aby zachowali się inaczej niż to Kaczyński planował, o tyle Polska2050 nie przedstawiała się jako szorstki antypis, ale jako formacja, która chciała przełamać duopol POPiS, a nawet potrafiła skutecznie podebrać część centrowego elektoratu PiSu, przez zauważenie tego co oczekuje część jego wyborców. Według mnie miał szanse umocnić swoją pozycję jako polityk, któremu zależy z jednej strony zależy na poprawnych relacjach we wewnątrz Unii Europejskiej, ale i zarazem nie bojącego się wystąpić naprzeciw Niemcom w ochronie polskiego interesu, a wygloszenie takiego oświadczenia jakie wyżej zaproponowaem byłoby tego najlepszym dowodem.
a jakie są wasze refleksje dotyczące życia politycznego w Polsce?